Łabędź

Autor: valeria s, Gatunek: Poezja, Dodano: 28 czerwca 2013, 23:21:15

 

 

 

Obejmij mnie, 

śmiech tak podnieca, 

że nie potrafię doczekać 

wieczoru. Wszystko otwiera się na ciepło, 

miodowa brama. 

 

Twoje pocałunki za obietnicę. 

 

Jem śnieg. 

Prawie marznę. 

Przy ścianie drzemią krokusy ze zwiniętymi 

płatkami. 

 

Czuję natężenie kolorów.

 

 

Komentarze (12)

  • Obejmij mnie, ---------- dobra, już się robi
    śmiech tak podnieca, ------ jeszcze lepsza, uwielbiam i sam się otwieram
    że nie potrafię doczekać -------------- tak czekam, czekam
    wieczoru. Wszystko otwiera się na ciepło, ------------- zimne też?
    miodowa brama. ---------- kulinaria czy sad?

    Twoje pocałunki za obietnicę. -------------- jakąże?

    Jem śnieg. ---------------- działa na wyobraźnię i robi się ciepło
    Prawie marznę. -------------- bidula
    Przy ścianie drzemią krokusy ze zwiniętymi
    płatkami. ---- podeptać, zgnieść konkurencję!

    Czuję natężenie kolorów. - pszczółka Waleriana?

  • łabędziu kFiatkiem w talii pogilgocz
    zmarznięta jestem szczerze zbolała
    ale podziałaj tak krokusikiem
    żebym się panie po płacz nie śmiała

    przytul wycałuj płatki rozchylaj
    ale uważaj na ten słupeczek
    pyłkiem nie szastaj bo chcę kołysać
    lecz niekoniecznie względem dziateczek
    ;)

    •    
    • 29 czerwca 2013, 12:20:13

    Podmiot łaskocący :-)

  • miodowa brama, fee!

    jem śnieg

  • ciepłe pozdrowienia :-)

  • ciepłe pozdrowienia -------------- valcie się miętą

    • f. d.
    • 29 czerwca 2013, 18:27:58

    Dość to popularny symbol w poezji - łabędź. Rilke, Yeats, czy E. Latz - chociażby. W różnych odcieniach i tonacjach lirycznych przewija się to zgrabnoszyje ptaszysko. W Twoim utworze krokusy i jedzenie śniegu - to ejst dobry kierunek i zachęcam ku tej ścieżce imaginowania poetyckiego.

  • nie spodobało mi się ;)

  • moja odp. do Remika

    • Pawel G
    • 30 czerwca 2013, 01:34:37

    Tytuł okropny.

  • Andromacho, o tobie myślę. Strumień mały,
    To biedne, smutne lustro, gdzie zalśnił przed laty
    Twych wielkich cierpień wdowich majestat wspaniały,
    Ten Simois, kłamca, łzami twoimi bogaty,

    Użyźnił nagle pamięć mą, płodną w widzenia,
    Gdym przez nowy Carrousel przechodząc nie zwlekał.
    Starego nie ma już Paryża (tak się zmienia
    Kształt miasta, prędzej jeszcze niż serce człowieka);

    Dziś to pole baraków już tylko pamiętam,
    Ten stos głowic w obróbce, kolumny i trawy,
    Od kałuż zzieleniałe bloki, fundamenty
    I skład wszelkich rupieci szybkami jaskrawy.

    Tu niegdyś menażeria miała swe obozy,
    Tu raz ujrzałem, kiedy chłodnym, czystym ranem
    Budzi się Praca, gdy asenizacji wozy
    W cichym powietrzu dudnią mrocznym huraganem,

    Łabędzia, który wygramoliwszy się z klatki,
    O bruk wyschnięty stopy płetwiste wycierał,
    Włócząc po szorstkiej ziemi piór swych jedwab gładki.
    Przed rynsztokiem bez wody ten ptak dziób otwierał

    I kąpiąc niespokojnie białe pióra w kurzu,
    Z sercem pełnym rodzinnych jeziora błękitów
    Rzekł: "Wodo, kiedyż spłyniesz? Kiedy zagrzmisz, burzo?"
    Widzę tego biedaka, najzgubniejszy z mitów,

    Jak mąż u Owidiusza w niebo lazurowe
    W niebo, które przenika ironia złowroga,
    Na konwulsyjnie drżącej szyi wznosił głowę
    Chciwą, jakby z wyrzutem zwracał się do Boga.


    II

    Paryż się zmienia! Lecz trwa w smutku mego glorii!
    Pałace, rusztowania, marmuru kawały,
    Stare przedmieścia, wszystko godne alegorii,
    I drogie me wspomnienia są cięższe niż skały.

    Także sprzed Luwru obraz ten jeden wyniosłem:
    Myślę o moim wielkim łabędziu z podlotem
    Szaleńca, jak wygnańcy śmiesznym i wyniosłym,
    I bez przerwy trawionym tęsknotą! A potem

    O tobie, Andromacho, ty, któraś wypadła
    Z rąk męża, dzika łania pod władzą Pirrusa,
    Przed pustym grobem zgięta w ekstazie, pobladła,
    Ty, wdowo po Hektorze, żono Hellenusa!

    Myślę o tej Murzynce chorej na gruźlicę,
    Drepcącej w błocie, szukającej dumnym okiem
    Kokosów, co zostały w przepysznej Afryce
    Za niezmierzonym murem mgły i dymów mrokiem.

    O tych wszystkich, co łzami własnymi się poją,
    O tych, co nigdy, nigdy nie odnajdą straty,
    I jak dobrą wilczycę ssają boleść swoją,
    I o wątłych sierotach uschniętych jak kwiaty.


    Także w lesie, gdzie duch mój błąka się wygnany,
    Stare Wspomnienie z mocą dmie w róg budząc dreszcze!
    Myślę o marynarzach śród wysp zapomnianych,
    O jeńcach, zwyciężonych!... i o innych jeszcze.

  • to jest Twoje ładne;)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się