Moje tłumaczenie Alicji cz 1

Autor: valeria s, Gatunek: Proza, Dodano: 04 listopada 2018, 22:21:47

 

 

 

I. W komnacie królika.

 

 

Alicja zaczynała być zmęczona, siedząc przy swojej siostrze na brzegu rzeki i nie mając niczego do zrobienia. Raz czy dwa razy zerknęła do książki swojej siostry, która czytała, ale nie było w niej obrazków czy dialogów, „jaki jest pożytek z książki”, pomyślała Alicja, „bez obrazków czy dialogów?”

Więc rozważała (tak dobrze, ponieważ w tego dnia czuła się śpiąca i przytępiona), czy przyjemność zrobienia wianku ze stokrotek byłoby warte kłopotu wstania i pozbierania stokrotek, kiedy nagle biały królik z różowymi oczami przebiegł koło niej.

Nie było nic w tym wyjątkowego, ani rownież Alicja nie zrobiła sobie wiele, żeby słyszeć jak królik mówi do siebie, „O droga! O kochanie! Spóźnię się!” ale kiedy królik naprawdę wyjął zegarek z kieszonki kamizelki, spojrzał na niego i potem pospieszył, Alicja zerwała się na równe nogi, przemknęło przez jej myśl, że nigdy wcześniej nie widziała królika, czy to z kamizelką z kieszeniami, czy z zegarkiem, który wyjął i płonąc z ciekawości biegła przez pole za nim i samą porę jak on wskoczyła w dużą króliczą dziurę pod żywopłotem. W jednej chwili w dół poleciała razem z nim!

Króliczy otwór wiódł prosto jak tunel, a potem obniżył się nagle, tak nagle, że Alicja nie miała chwili, żeby pomyśleć o zatrzymaniu się zanim spadnie lecąc, co wydawało się być bardzo głęboką studnią.

Albo studnia była bardzo głęboka czy spadała bardzo powoli, ponieważ miała dużo czasu, jak spadała rozejrzeć się. Najpierw próbowała rozumieć, do czego się zbliżała, ale było zbyt ciemno, by zobaczyć cokolwiek; potem spojrzała na boki studni i zauważyła, że wypełnione są z regałami i książkami na półkach; tu i tam zobaczyła mapy i obrazy zawieszone na kołkach. Zdjęła słoik z pierwszej półki jak mijała. Był oznaczony „POMARAŃCZOWA MARMOLADA”, ale ku jej wielkim rozczarowaniu, był pusty, nie chciała upuścić słoik, zdołała odłożyć do jednej z szafek jak spadała.

W dół, w dół, w dół! Czy ten upadek nie dobiegnie końca? Nie było nic innego do zrobienia, więc wkrótce zaczęła mówić do siebie. „Dinah będzie tęsknić za mną bardzo mocno wieczorem. Tak sądzę!” (Dinah był jej kotem.) Mam nadzieję, że będą pamiętać o nalaniu mleka do jej spodka o piątej. Chciałabym, żebyś była ze mną! Alicja poczuła, że usypia, kiedy nagle, bum! bum! Spadła na stertę z patyków i suchych liści i upadek dobiegł końca.

Alicja nie była zraniona i zerwała się od razu. Spojrzała w górę, lecz było ciemno nad głową; przed nią było inne, długie przejście i biały królik był tam wciąż, spiesząc się w dół tego przejścia. Nie było chwili do stracenia, popędziła Alicja w samą porę, usłyszała go na zakręcie, „O, moje oczy i wąsy, jak późno robi się!” Była blisko za nim kiedy skręcała, lecz królika nie było już widać.

Znalazła się w długim, niskim holu, był rozświetlony przez rząd lamp zwisających z sufitu. W koło holu były drzwi, ale wszystkie były zamknięte; Alicja poszła wzdłuż jednej strony, z powrotem drugą, próbując wszystkich drzwi, szła smutno środkiem, zastanawiając się jak wydostanie się znowu.

Nagle natknęła się na mały stolik, cały zrobiony z jednolitego szkła. Nie było nic na nim, oprócz drobnego, złotego kluczyka i Alicji pierwszą myślą było, że może pasuje do któryś drzwi z holu; lecz niestety, albo zamki były za duże, albo klucz był za mały, lecz żadną miarą nie pasował do żadnych drzwi. Jednak, drugi raz poleciała i natknęła się na niską zasłonę, której wcześniej nie zauważyła, a za nią były małe drzwi około piętnastu cali wysokości. Spróbowała małym, złotym kluczykiem otworzyć i ku jej wielkim zachwycie pasował!

Alicja otworzyła drzwi i odkryła, że prowadzą w małe przejście, nie wiele większa od szczurzej dziury; klęknęła i wyjrzała z niego do najcudowniejszego ogrodu jakiego można wymarzyć.

Bardzo pragnęła wydostać się i przechadzać wśród klombów jasnych kwiatów i tych chłodnych fontann, ale nie mogła nawet przedostać głowę przez drzwi, „O,” powiedziała Alicja, „jak bardzo chciałabym złożyć się jak teleskop! Myślę, że mogłabym, gdybym tylko wiedziała jak zacząć.”

Alicja wróciła do stołu z nadzieją, że znajdzie na nim innych klucz, lub jakąkolwiek inną, książkę zasad jak składać się w teleskop. Tym razem znalazła małą butelkę na nim („ która, z pewnością nie było wcześniej” powiedziała Alicja), i przywiązana wokół do szyi butelki była z etykietą, z napisem „WYPIJ MNIE” pięknie wydrukowaną na niej wielkimi literami.

„Najpierw zerknę”, powiedziała, „i zobaczę czy onaczona jest 'trucizną”, jeżeli nie”, ponieważ nigdy o tym nie zapominała, jeśli wypijesz ją, na pewno nie będzie ci dobrze, prędzej czy później. Jednak, na tej butelce nie było nazwy 'trucizna”, więc Alicja odważyła się sprobować jej i poczuła ciekawe połączenie smaku ciasta z wiśniami, kremu budyniowego, ananasa, pieczonego indyka, toffi i tosta z masłem i bardzo szybko skończyła to wypić.

„Jakie dziwne uczucie!” powiedziała Alicja. Muszę złożyć się jak teleskop!”

I tak było naprawdę! Była teraz tylko dziesięć cali wysokości i jej twarz rozjaśniła się na myśl, że teraz była w odpowiednim rozmiarze, żeby przejść przez małe drzwi do tego uroczego ogrodu.

 Po chwili stwierdziła, że nic więcej się nie wydarzyło i postanowiła wejść do ogrodu, ale niestety biedna Alicja! Kiedy doszła do drzwi, zobaczyła, że zapomniała o mały, złotym kluczyku i kiedy wróciła do stołu po niego, w żaden sposób nie mogła sięgnąć i robiła co mogła wspinając się po jednej z nóg stołu, lecz jej noga była za śliska i kiedy zmęczyła się próbowaniem, biedactwo usiadła i płakała.

„Cóż, nie ma sensu tak płakać!” powiedziała Alicja do siebie raczej ostro. „Radzę ci wyruszyć już teraz! Zwykle dawała sobie dobre rady (chociaż rzadko stosowała się do nich, bo nie musiała) i czasami karciła się surowo, kiedy oczy napływały jej łzami.

Wkrótce jej oko padło na małe, szklane pudełko, które leżało pod stołem: otworzyła go i w środku znalazła bardzo małe ciastko, na nim napis „ZJEDZ MNIE”, pięknie zrobiony z porzeczek. „Dobrze, zjem go”, powiedziała Alicja, „i jeśli urosnę, będę mogła sięgnąć klucza; jeśli to sprawi, że będę mniejsza, będę mogła przeczołgać się pod drzwiami: tak czy siak wejdę do ogrodu i nie obchodzi mnie co się stanie!”

Zjadła kawałek i powiedziała niespokojnie do siebie, „W którą stronę, w którą stronę?” trzymając swoją rękę na czubku głowy, żeby poczuć w którą stronę się zmienia i całkiem było niespodzianką odkryć, że pozostała cały czas taka sama. Więc wzięła się do pracy i wkrótce bardzo szybko skończyła jeść ciastko.

 

 

 

Oryginalny, ale trochę skrócony rozdział.

 

CHAPTER I. DOWN THE RABBIT-HOLE.

 

 

ALICE was beginning to get very tired of sitting by her sister on the bank, and of having nothing to do: once or twice she had peeped into the book her sister was reading, but it had no pictures or conversations in it, and what is the use of a book,” thought Alice, “without pictures or conversations?”

So she was considering in her own mind, (as well as she could, for the hot day made her feel very sleepy and stupid,) whether the pleasure of making a daisy-chain would be worth the trouble of getting up and picking the daisies, when suddenly a white rabbit with pink eyes ran close by her.

There was nothing so very remarkable in that; nor did Alice think it so very much out of the way to hear the Rabbit say to itself, Oh dear! Oh dear! I shall be too late!” But when the Rabbit actually took a watch out of its waistcoat-pocket, and looked at it, and then hurried on, Alice started to her feet, for it flashed across her mind that she had never before seen a rabbit with either a waistcoat-pocket or a watch to take out of it, and, burning with curiosity, she ran across the field after it, and was just in time to see it pop down a large rabbit-hole, under the hedge. In another moment down went Alice after it.

The rabbit-hole went straight on like a tunnel for some way, and then dipped suddenly down, so suddenly that Alice had not a moment to think about stopping herself before she found herself falling down what seemed to be a very deep well.

Either the well was very deep, or she fell very slowly, for she had plenty of time as she went down to look about her, and to wonder what was going to happen next. First, she tried to look down and make out what she was coming to, but it was too dark to see anything: then she looked at the sides of the well, and noticed that they were filled with cupboards and bookshelves: here and there she saw maps and pictures hung upon pegs. She took down a jar from one of the shelves as she passed; it was labeled “ ORANGE MARMALADE,” but to her great disappointment it was empty: she did not like to drop the jar for fear of killing somebody underneath, so managed to put it into one of the cupboards as she fell past it.

Down, down, down. Would the fall never come to an end? There was nothing else to do, so Alice soon began talking again. “Dinah ’ll miss me very much to-night, I should think!” (Dinah was the cat.) “I hope they’ll remember her saucer of milk at tea-time. Dinah, my dear! I wish you were down here with me! Alice felt that she was dozing off, when suddenly, thump! thump! down she came upon a heap of sticks and dry leaves, and the fall was over.

Alice was not a bit hurt, and she jumped up on to her feet in a moment: she looked up, but it was all dark overhead; before her was another long passage, and the White Rabbit was still in sight, hurrying down it. There was not a moment to be lost. Away went Alice like the wind, and was just in time to hear it say, as it turned a corner, Oh my ears and whiskers, how late it ’s getting !” She was close behind it when she turned the corner, but the Rabbit was no longer to be seen.

She found herself in a long, low hall, which was lit up by a row of lamps hanging from the roof. There were doors all 'round the hall, but they were all locked; and when Alice had been all the way down one side and up the other, trying every door, she walked sadly down the middle, wondering how she was ever to get out again.

Suddenly she came upon a little table, all made of solid glass. There was nothing on it but a tiny golden key and Alice’s first idea was that this might belong to one of the doors of the hall; but, alas! either were too large, or the key was too small, but at any rate, it would not open any of them. However, on the second time 'round, she came upon a low curtain she had not noticed before, and behind it was a little door about fifteen inches high. She tried the little golden key in the lock, and to her great delight, it fitted!

Alice opened the door and found that it led into a small passage, not much larger than a rat-hole; she knelt down and looked along the passage into the loveliest garden you ever saw. How she longed to get out of that dark hall and wander about among those beds of bright flowers and those cool fountains, but she could not even get her head through the doorway. “Oh," said Alice, "how I wish I could shut up like a telescope! I think I could, if I only knew how to begin.”

Alice went back to the table, half hoping she might find another key on it, or at any rate, a book of rules for shutting people up like telescopes. This time she found a little bottle on it, (which certainly was not here before,” said Alice,) and tied round the neck of the bottle was a paper label, with the words “ DRINK ME” beautifully printed on it in large letters.

"No, I'll look first," she said, “ and see whether it ’s marked ‘poison’ or not,” for she had never forgotten that, if you drink much from a bottle marked “poison,” it is almost certain to disagree with you, sooner or later.  However, this bottle was not marked “poison,” so Alice ventured to taste it, and finding it very nice, (it had, in fact, a sort of mixed flavor of cherry-tart, custard, pineapple, roast turkey, toffy, and hot buttered toast,) she very soon finished it off.

“ What a curious feeling !” said Alice, must be shutting up like a telescope.”

And so it was indeed! She was now only ten inches high, and her face brightened up at the thought that she was now the right size for going through the little door into that lovely garden. 

After a while, finding that nothing more happened, she decided on going into the garden at once; but, alas for poor Alice! When she got to the door, she found she had forgotten the little golden key, and when she went back to the table for it, she found she could not possibly reach it: she could see it quite plainly through the glass, and she tried her best to climb up one of the legs of the table, but it was too slippery, and when she had tired herself out with trying, the poor little thing sat down and cried.

Soon her eye fell on a little glass box that was lying under the table: she opened it and found in it a very small cake, on which the words EAT ME” were beautifully marked in currants. Well, I’ll eat it,” said Alice, and if it makes me grow larger, I can reach the key; and if it makes me grow smaller, I can creep under the door; so either way I’ll get into the garden, and I don’t care which happens!”

She ate a little bit, and said anxiously to herself Which way? Which way?” holding her hand on the top of her head to feel which way it was growing, and she was quite surprised to find that she remained the same size. 

So she set to work and very soon finished off the cake.

 


 



Komentarze (3)

  • za tydzień mam egzamin, ale cieszę się, że nauczyłam się czytać książki :)

  • Głupkowata ta valeria.

  • na tydzień się wyciszam :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się