Moje tłumaczenie Alicji cz 2

Autor: valeria s, Gatunek: Proza, Dodano: 05 listopada 2018, 22:41:37

 

 

 

II. Kałuża łez

 

 

„Coraz ciekawiej i ciekawiej!” krzyknęła Alicja (była tak bardzo zdumiona, że na chwilę całkiem zapomniała, tak poprawym angielskim mówiła). „Teraz otwieram się jak długi teleskop, jak kiedykolwiek! Do widzenia moje stopy. Och, moje biedne, małe stopy, zastanawiam się, kto będzie zakładać na was buty, rajstopki na was teraz, moje drogie? Będę dużo za daleko, żeby kłopotać się wami.”

Właśnie w tej chwili jej głowa uderzyła o sufit holu; istotnie była teraz wyższa niż dziewięć stóp, i natychmiast wzięła mały, złoty kluczyk i pospieszyła do drzwi ogrodu.

Biedna Alicja! To było tak dużo, jak tylko mogła zrobić, leżąc na boku, patrzeć na ogród przez dziurkę jednym okiem, ale aby przejść nie było nadziei wcale. Usiadła i zaczęła płakać znowu. Kontynuowała wylewanie litrów łez, aż zrobił się duży basen wokół niej i sięgając połowy holu. Po chwili usłyszała małe dreptanie w odległości i pośpiesznie wysuszyła swoje oczy, żeby zobaczyć co zbliżało się. To był biały królik powracający, przepysznie ubrany, z parą białych rękawiczek z koźlęcej skóry w jednej dłoni i dużym wachlarzem w drugiej. Przetruchtał wzdłuż niej w wielkim pośpiechu, mamrocząc do siebie, „Och, księżna, księżna! O! Nie będzie oszalała, jeśli pozwolę jej czekać!

Kiedy królik przechodził koło niej, Alicja zaczęła niskim, nieśmiałym głosem, „Gdyby Pan wziął...” Królik podskoczył gwałtownie, upuścił białe rękawiczki i wachlarz i pomknął w dal w ciemności tak prędko jak mógł.

Alicja podniosła wachlarz i rękawiczki i wciąż wachlując się kontynuowała mówienie. „Ojej, ojej! Jak dziwne wszystko dziś jest! A wczoraj rzeczy działy się jak zwykle. Czy byłam taka sama, kiedy wstałam tego ranka? Lecz jeśli nie jestem ta sama, następne pytanie jest, kim właściwie jestem? A (westchnienie), oto jest zagwozdka.

Jak to powiedziała, spojrzała na swoje ręce i była zaskoczona, widząc założoną jedną małą z koźlęcej skóry rękawiczki królika, podczas kiedy mówiła. „Jak mogłam to zrobić?” pomyślała. Muszę znowu maleć. Wstała i poszła do stolika zmierzyć się przy nim i odkryła, że teraz miała około dwóch stóp wysokości i dalej kurczyła się gwałtownie. Wkrótce odkryła, że przyczyną tego był wachlarz, który trzymała i upuściła go pospiesznie, w samą porę, by uchronić się przed kurczeniem całkowicie.

„Mało brakowało”, powiedziała Alicja, całkiem sporo przestraszona nagłą zmianą, ale bardzo zadowolona, że istniała, „A teraz na ogród!”. I pobiegła co sił w nogach do małych drzwi; ale, niestety! te małe drzwi były zamknięte znowu i mały, złoty kluczyk leżał na szklanym stole jak wcześniej. Sprawy mają się gorzej niż kiedykolwiek „ponieważ nigdy nie byłam tak mała jak teraz wcześniej!”

Gdy powiedziała te słowa, plusk! była aż do jej podbródka w słonej wodzie. Jej pierwszą myślą było, że jakoś wpadła do morza. Jednakże szybko uświadomiła, że była w kałuży łez, które wypłakała, kiedy miała dziewięć stóp wysokości.

Właśnie wtedy usłyszała coś pluskającego w basenie trochę dalej i popłynęła bliżej, żeby zobaczyć, co to było: wkrótce zorientowała się, była tylko mysz, która poślizgnęła się jak ona.

„Miałoby sens teraz” pomyślała Alicja, „żeby mówić do myszy? Wszystko jest niezwykłe tu na dole, że sądzę bardzo prawdopodobnie, że potrafi mówić, w każdym razie nie ma krzywdy spróbować”. Tak więc zaczęła, O Myszo!”. Mysz spojrzała na nią raczej dociekliwie i wyglądało dla Alicji, że mrugnęła ze swoich maleńkich oczu, ale nic nie powiedziała.

„Być może nie rozumie po angielsku,” pomyślała Alicja. „śmię twierdzić, że to jest francuska mysz, przyszła wraz z Wilhelmem Zdobywcą”. Więc zaczęła ponownie: „Gdzie jest moja kotka?” która była pierwszym zdaniem w jej od nauki francuskiego książce. Mysz dała susa z wody i zdała się zatrząść cała z przerażenia. „Ojej, proszę wybaczyć!” krzyknęła Alicja w pośpiechu, bojąc się, że zraniła uczucia biednego zwierzątka, „zapomniała zupełnie, że nie lubisz kotów”.

„Nie lubię kotów! krzyknęła mysz z ostrym, pełnym emocji głosem. „Czy ty lubiłabyś koty, gdybyś była mną?”.

„No, cóż, pewnie nie”, powiedziała Alicja kojącym głosem; „nie złość się o to”. Jednak żałuję, nie mogę pokazać naszego kota Dinah. Tak myślę, że polubiłabyś koty, gdybyś ją spotkała. Jest taką kochaną, cichą kotką. „Mysz jeżyła się cała i czuła na pewno, że musi być obrażona. „Nie będziemy mówić o niej, jeśli wolałabyś raczej nie”.

„W rzeczy samej!” krzyknęła mysz, która od stóp do głów trzęsła się. „Jak gdybym chciał mówić na taki temat! Nasza rodzina nienawidziła koty – są paskudne, niskie, pospolite. Nie chcę więcej tego słyszeć!”

„Nie będę, w rzeczy samej” odpowiedziała Alicja w wielkim pośpiechu, by zmienić temat rozmowy.

„Czy lubisz psy? Jest taki ładny, mały piesek niedaleko naszego domu. Chciałabym pokazać ci! Zabija wszystkie szczury i ojej!” krzyknęła Alicja w pełnym smutku tonie. „Obawiam się, że obraziłam cię ponownie!” Ponieważ mysz odpływała od niej co sił w łapkach, robiąc spore poruszenie w basenie jak pływała.

Więc zawołała delikatnie za nią, „Myszo droga! Wróć jeszcze raz i nie będziemy rozmawiać o kotach i psach również, jeśli ich nie lubisz!” Kiedy mysz usłyszała to, zawróciła i popłynęła powoli do niej; jej twarz była całkiem blada i powiedziała niskim, drżącym głosem, „Dostańmy się na brzeg, potem opowiem ci moją historię i zrozumiesz dlaczego tak jest, że nienawidzę kotów i psów.”

Była najwyższa pora, żeby iść, ponieważ basen robił się całkiem zapełniony przez ptaki i zwierzęta, które wpadły do niego; były tam kaczka, ptak dodo, papużka i orlątko i kilka innych ciekawych stworzeń. Alicja prowadziła drogę i cała grupa płynęła do brzegu.

 

 

 

Oryginalny, ale trochę skrócony rozdział.

 

CHAPTER II. THE POOL OF TEARS. 

 


“Curiouser and curiouser!” cried Alice (she was so much surprised, that for the moment she quite forgot how to speak good English). 
“Now I’m opening out like the largest telescope that ever was! Good-bye, feet! Oh, my poor little feet, I wonder who will put on your shoes and stockings for you now, dears? I shall be a great deal too far off to trouble myself about you.” 
Just at this moment her head struck against the roof of the hall: in fact she was now rather more than nine feet high, and she at once took up the little golden key and hurried off to the garden door. 
Poor Alice! It was as much as she could do, lying down on one side, to look through into the garden with one eye; but to get through was more hopeless than ever: she sat down and began to cry again. 
She went on shedding gallons of tears, until there was a large pool all round her, about four inches deep and reaching half down the hall. 
After a time she heard a little pattering of feet in the distance, and she hastily dried her eyes to see what was coming. It was the White Rabbit returning, splendidly dressed, with a pair of white kid gloves in one hand and a large fan in the other. He came trotting along in a great hurry, muttering to himself as he came, “Oh! the Duchess, the Duchess! Oh! won’t she be savage if I ’ve kept her waiting !” 
When the Rabbit came near her, Alice began, in a low, timid voice, “If you please, sir...” The Rabbit started violently, dropped the white kid gloves and the fan, and skurried away into the darkness as hard as he could go. 
Alice took up the fan and gloves, and, as the hall was very hot, she kept fanning herself all the time she went on talking: “ Dear, dear! How queer everything is today! And yesterday things went on just as usual. Was I the same when I got up this morning? But if I’m not the same, the next question is, Who in the world am I? Ah, that’s the great puzzle!” 

As she said this, she looked down at her hands and was surprised to see that she had put on one of the Rabbit’s little white kid gloves while she was talking. How can I have done that?” she thought. I must be growing small again.” She got up and went to the table to measure herself by it, and found that, as nearly as she could guess, she was now about two feet high, and was going on shrinking rapidly: she soon found out that the cause of this was the fan she was holding, and she dropped it hastily, just in time to save herself from shrinking away altogether. 

That was a narrow escape!” said Alice, a good deal frightened at the sudden change, but very glad to find herself still in existence; and now for the garden!” and she ran with all speed back to the little door: but, alas! the little door was shut again, and the little golden key was lying on the glass table as before, and things are worse than ever,” thought the poor child, for I never was so small as this before, never! 

As she said these words her foot slipped, and in another moment, splash! she was up to her chin in salt water. Her first idea was that she had somehow fallen into the sea, and in that case I can go back by railway,” she said to herself. However, she soon made out that she was in the pool of tears which she had wept when she was nine feet high.

Just then she heard something splashing about in the pool a little way off, and she swam nearer to see what it was: she soon made out that it was only a mouse, that had slipped in like herself.

Would it be of any use, now,” thought Alice, to speak to this mouse? Everything is so out-of-the-way down here, that I should think very likely it can talk: at any rate there ’s no harm in trying.” So she began: O Mouse, do you know the way out of this pool? I am very tired of swimming about here, O Mouse!” The Mouse looked at her rather inquisitively and seemed to her to wink with one of its little eyes, but it said nothing.

“ Perhaps it doesn’t understand English,” thought Alice; I dare say it’s a French mouse, come over with William the Conqueror.” So she began again: Ou est ma chatte?” which was the first sentence in her French lesson-book. The Mouse gave a sudden leap out of the water and seemed to quiver all over with fright. Oh, I beg your pardon!” cried Alice hastily, afraid that she had hurt the poor animal’s feelings. I quite forgot you didn’t like cats.”

Not like cats!” cried the Mouse, in a shrill, passionate voice. Would you like cats if you were me?”

Well, perhaps not,” said Alice in a soothing tone: “ don’t be angry about it. And yet I wish I could show you our cat Dinah: I think you’d take a fancy to cats if you could only see her. She is such a dear quiet thing,” The Mouse was bristling all over, and she felt certain it must be really offended. “We won’t talk about her any more if you’d rather not.”

“ We, indeed !” cried the Mouse, who was trembling down to the end of his tail. As if would talk on such a subject! Our family always hated cats: nasty, low, vulgar things! Don’t let me hear the name again!”

“ I won’t indeed !” said Alice, in a great hurry to change the subject of conversation.“ Are you—are you fond—of—of dogs? There is such a nice little dog near our house I should like to show you! It kills all the rats and—oh dear!” cried Alice in a sorrowful tone. “ I ’m afraid I ’ve offended it again!” For the Mouse was swimming away from her as hard as it could go, and making quite a commotion in the pool as it went.

So she called softly after it: Mouse dear! Do come back again, and we won’t talk about cats or dogs either, if you don’t like them!” When the Mouse heard this, it turned 'round and swam slowly back to her: its face was quite pale, and it said in a low, trembling voice, Let us get to the shore, and then I’ll tell you my history, and you’ll understand why it is I hate cats and dogs.”

It was high time to go, for the pool was getting quite crowded with the birds and animals that had fallen into it: there was a Duck and a Dodo, a Lory and an Eaglet, and several other curious creatures. Alice led the way, and the whole party swam to the shore.

 

 

 

Komentarze (5)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się