Moje tłumaczenie Alicji cz 5

Autor: valeria s, Gatunek: Proza, Dodano: 02 grudnia 2018, 20:36:02

 

 

 

V. Rada od gąsienicy.

 

 

W końcu gąsienica wyjęła fajkę z ust i przemówiła do Alicji z ospałym, śpiącym głosem.

„Ktoś ty?” spytała gąsienica.

Alicja odpowiedziała raczej nieśmiało, „prawie nie wiem, proszę pana, w tym momencie... ostatnio wiedziałam kim byłam, kiedy obudziłam się dziś rano, lecz myślę, że musiałam się od tamtej pory zmienić przynajmniej kilka razy.”

„Co przez to rozumiesz? odpowiedziała gąsienica srogo. „Wytłumacz się!”

„Nie mogę wytłumaczyć się, obawiam się, proszę pana”, powiedziała Alicja, „ponieważ nie jestem sobą, no wiem pan... bycie w tych różnych rozmiarach jednego dnia jest bardzo dezorientujące”. Wyciągnęła się i powiedziała bardzo poważnie, „sądzę, że ty powinnaś powiedzieć mi, kim ty jesteś najpierw”.

„Dlaczego?” zapytała gąsienica.

Jako, że Alicja nie mogła wymyślić żadnego, dobrego powodu i gąsienica wydawała się być w bardzo nieprzyjemnym nastroju, odwróciła się.

„Wracaj!” gąsienica zawołała za nią.

„Mam coś ważnego do powiedzenia!” Alicja odwróciła się i wróciła z powrotem.

„Siedź i słuchaj!”, powiedziała gąsienica.

„Czy to wszystko?” zapytała Alicja, tłumiąc swój gniew, tak dobrze, ja potrafiła.

„Nie”, odpowiedziała gąsienica.

Rozłożyła swoje ramiona, wyjęła fajkę z swoich ust znowu i powiedziała, „Więc ty myślisz, że jesteś zmieniona, co?”

„Obawiam się, że jestem, proszę pana, odpowiedziała Alicja. „Nie mogę pamietać rzeczy jak kiedyś... i nie mogę utrzymać tego samego rozmiaru w sumie!”

„Jakiego rozmiaru chciałabyś być?” zapytała gąsienica.

„O, nie jestem wybredna w kwestii rozmiaru”, Alicja pospiesznie odpowiedziała, „tylko kto zmienia się tak często, no wiem pan. Chciałabym być trochę większa, proszę pana, jeśli nie mam pa nic przeciwko,” odpowiedziała Alicja. „Trzy cale to taki żałosny wzrost, żeby mieć”.

„To jest istotnie dobra wysokość!” powiedziała gąsienica wściekle, wznosząc się w górę, jak mówiła (miała dokładnie trzy cale wysokości).

W ciągu minuty lub dwóch, gąsienica zeszła z grzyba i odpełzła w trawę, ledwie komentując, jak szła. „Jedna strona sprawi, że urośniesz, druga, że zmalejesz”.

„Jedna strona czego?” Druga strona czego?” pomyślała Alicja do siebie.

„Grzyba,” odpowiedziała gąsienica, zupełnie tak jakby zapytała na głos; w następnej chwili zniknęła w trawie.

Alicja pozostała, patrząc w zamyśleniu na grzyba przez chwilę, próbując rozróżnić, które to są strony. W końcu rozciągnęła ramiona wokół grzyba, tak daleko jak sięgały i oderwała kawałek z krawędzi dwoma rękami.

„A teraz która jest która? Powiedziała do siebie, skubnęła trochę z prawej ręki kawałek grzyba, żeby sprawdzić czy zadziała. W następnym momencie poczuła gwałtowny cios pod podbródkiem... to uderzyło jej stopę!

Była całkiem mocno przerażona tą nagłą zmianą, jako, że skurczyła się gwałtownie; więc wzięła się za drugi kawałek. Jej broda była dociśnięta do stopy, że ledwo było miejsca, żeby otworzyć usta; w końcu udało jej się i zdołała przełknąć kęs tego lewego kawałka...

„Więc moja głowa znów jest nareszcie!” powiedziała Alicja; lecz wszystko co mogła zobaczyć, kiedy spojrzała w dół, miała olbrzymią, długą szyję, która zdawała się rosnąć jak łodyga z morza zielonych liści, które leżały daleko pod nią.

„Gdzie podziały się moje ramiona? I, o, moje, biedne dłonie, jak to jest, że nie mogę was zobaczyć?” Była zachwycona, kiedy odkryła, że jej szyja mogła giąć się z łatwością w dowolnym kierunku, jak wąż. Udało jej się wygiąć na dół w pełnym wdzięku w zygzak i zamierzała zanurzyć się pośród liści, kiedy ostry syk zmusił ją do cofnięcia się w pośpiechu... wielki gołąb wleciał w jej twarz i bił ją gwałtownie skrzydłami.

„Wąż!” krzyknął gołąb.

„Nie jestem wężem!” powiedziała Alicja z oburzeniem.

„Zostaw mnie w spokoju!”

„Próbowałem korzeń drzewa i próbowałem brzeg i próbowałem żywopłot,” kontynuował gołąb, „lecz te węże! Nie da ich się zadowolić!”

Alicja była bardziej zdziwiona.

„Jak gdyby to nie był wystarczający kłopot wysiadywać jaja”, powiedział gołąb, „muszę być na straży, żeby dostrzegać węży, dzień i noc!. I właśnie jak miałem najwyższe drzewo w lesie,” kontynuował gołąb, podnosząc głos do krzyku, „i właśnie jak myślałem, że jestem od nich wolny, muszę potrzebować wić się prosto z nieba! U, węże!”

„Lecz ja nie jestem wężem, mówię ci!” powiedziała Alicja.

(jąka się) „Jestem, jestem, jestem małą dziewczynką,” dodała raczej z powątpiewaniem, jak pamiętała liczbę zmian, przez które przeszła tego dnia.

„Szukasz jajek, wiem to wystarczająco dobrze,” powiedział gołąb; „i jakie to ma znaczenie czy jesteś małą dziewczynką czy wężem?”

„To ma znaczenie raczej dla mnie,” powiedziała Alicja pospiesznie; „lecz nie szukam jajek, tak się składa, a gdybym szukała, nie chciałabym twoich i nie lubię ich na surowo”.

„Dobrze, zmykaj więc!” powiedział gołąb z nadąsanym tonem, usadowiając się znowu w gnieździe.

Alicja przykucnęła pośród drzew tak dobrze, na ile mogła, ponieważ jej szyja wciąż plątała się pośród gałęzi, i od czasu do czasu musiała zatrzymać się i odplątać szyję. Po chwili przypomniała sobie , że wciąż ma kawałki grzyba w rękach i zabrała się za nie bardzo ostrożnie, skubiąc pierwszy i później ten drugi, i czasem rosnąć, i czasem malejąc, aż udało się sprowadzić się do swoich, typowych rozmiarów.

To było tak dawno, że teraz nie czuje się dobrze w swoim rozmiarze jak na początku. „Następną rzeczą do zrobienia jest jak dostać się do tego pięknego ogrodu, tak zastanawiam się?” Jak to powiedziała, nagle natknęła się na otwarte miejsce z małym domem w tej przestrzeni około czterech stóp wysokości. „Ktokolwiek żyje tutaj”, pomyślała, nie wypada przyjść w tym rozmiarze ; o jej, napędziłabym im wielkiego stracha!” Nie odważyła się podejść blisko do domu, dopóki nie zmniejszyła się do dziewięć cali. 

 

 

 

Oryginalny, ale trochę skrócony rozdział.

 

CHAPTER V. ADVICE FROM A CATERPILLAR.

 

 

At last the Caterpillar took the hookah out of its mouth and addressed her in a languid, sleepy voice.

“Who are you?” said the Caterpillar.

Alice replied, rather shyly, “I—I hardly know, sir, just at present—at least I know who I was when I got up this morning, but I think I must have been changed several times since then.”

“ What do you mean by that ?” said the Caterpillar sternly. Explain yourself!”

“I can’t explain myself, I’m afraid, sir,” said Alice, “because I’m not myself, you see... being so many different sizes in a day is very confusing.” She drew herself up and said, very gravely, “I think, you ought to tell me who you are, first.”

Why?” said the Caterpillar.

As Alice could not think of any good reason, and as the Caterpillar seemed to be in a very unpleasant state of mind, she turned away.

“ Come back !” the Caterpillar called her. I’ve something important to say!” Alice turned and came back again.

Keep your temper,” said the Caterpillar.

Is that all?” said Alice, swallowing down her anger as well as she could.

No,” said the Caterpillar.

It unfolded its arms, took the hookah out of its mouth again, and said, So you think you’re changed, do you?”

I’m afraid I am, sir,” said Alice; I can’t remember things as I used—and I don’t keep the same size for ten minutes together!”

What size do you want to be?” asked the Caterpillar.

Oh, I’m not particular as to size,” Alice hastily replied, “only one doesn’t like changing so often, you know. I should like to be a little larger, sir, if you wouldn’t mind,” said Alice: “three inches is such a wretched height to be.”

It is a very good height indeed!” said the Caterpillar angrily, rearing itself upright as it spoke (it was exactly three inches high).

In a minute or two, the Caterpillar took the hookah out of its mouth, and yawned once or twice, and shook itself. Then it got down off the mushroom, and crawled away into the grass, merely remarking as it went, One side will make you grow taller, and the other side will make you grow shorter.”

“ One side of what? The other side of what?” thought Alice to herself.

Alice remained looking thoughtfully at the mushroom for a minute, trying to make out which were the two sides of it. At last she stretched her arms 'round it as far as they would go, and broke off a bit of the edge with each hand.

And now which is which?” she said to herself, and nibbled a little of the right-hand bit to try the effect: the next moment she felt a violent blow underneath her chin: it had struck her foot!

She was a good deal frightened by this very sudden change, but she felt that there was no time to be lost, as she was shrinking rapidly; so she set to work at once to eat some of the other bit. Her chin was pressed so closely against her foot, that there was hardly room to open her mouth; but she did it at last, and managed to swallow a morsel of the left-hand bit...

Come, my head’s free at last!” said Alice; but all she could see, when she looked down, was an immense length of neck, which seemed to rise like a stalk out of a sea of green leaves that lay far below her.

"Where have my shoulders got to? And oh, my poor hands, how is it I can’t see you?” She was delighted to find that her neck would bend about easily in any direction, like a serpent. She had just succeeded in curving it down into a graceful zigzag and was going to dive in among the leaves, when a sharp hiss made her draw back in a hurry... a large pigeon had flown into her face and was beating her violently with its wings.

Serpent!” screamed the Pigeon.

I’m not a serpent!” said Alice indignantly.Let me alone!”

I’ve tried the roots of trees, and I’ve tried banks, and I’ve tried hedges,” the Pigeon went on, “ but those serpents! There’s no pleasing them!”

Alice was more and more puzzled.

As if it wasn’t trouble enough hatching the eggs,” said the Pigeon; but I must be on the look-out for serpents night and day! And just as I’d taken the highest tree in the wood,” continued the Pigeon, raising its voice to a shriek, “and just as I was thinking I should be free of them at last, they must needs come wriggling down from the sky! Ugh! Serpent!”

“ But I ’m not a serpent, I Alice. I’m a—— I’m a——I—I ’m a little girl,” said Alice, rather doubtfully, as she remembered the number of changes she had gone through that day.

“ You ’re looking for eggs, I know that well enough," said the Pigeon; "and what does it matter to me whether you’re a little girl or a serpent?”

It matters a good deal to me,” said Alice hastily; “ but I ’m not looking for eggs, as it happens; and if I was, I shouldn’t want yours: I don’t like them raw.”

Well, be off, then!” said the Pigeon in a sulky tone, as it settled down again into its nest. Alice crouched down among the trees as well as she could, for her neck kept getting entangled among the branches, and every now and then she had to stop and untwist it. After a while she remembered that she still held the pieces of mushroom in her hands, and she set to work very carefully, nibbling first at one and then at the other, and growing some- times taller and sometimes shorter, until she had succeeded in bringing herself down to her usual height.

It was so long since she had been anything near the right size, that it felt quite strange at first. "The next thing is, to get into that beautiful garden—how is that to be done, I wonder?” As she said this, she came suddenly upon an open place, with a little house in it about four feet high. “Whoever lives there,” thought Alice, “it’ll never do to come upon them this size; why, I should frighten them out of their wits!” She did not venture to go near the house till she had brought herself down to nine inches high.


 

 

Komentarze (42)

  • ciekawe, bo użyte są trzy magiczne słowa: gałąż, korzeń i łodyga :)

  • w Paryżu dalej zamieszki. epicentrum przy Łuku Triumfalnym. tam mieszkaliśmy w hotelu. nic nie dzieje się bez przyczyny. :)

  • masz miłe wspomnienia, dobrze, że się udało przed zamieszkami:)

  • zostałem tam wysłany, żeby samą swoją obecnością rozbudzić ducha wolności :)

  • masz dobre wyczucie czasu:)

  • precz z lewacką Unią Europejską.

    POLEXIT !!! POLEXIT !!! POLEXIT !!!

  • ludzie się wytraszą o tak będzie:)

  • Głupkowata ta valeria.

  • ludzie budzą się ze snu. teraz opresyjna władza przechodzi do drugiego etapu wdrażania lewackiej globalizacji, czyli do zamordyzmu.

  • Kasia-borowisia, purkwa w dziurawych rajstopach.

  • nie pierdol borowik, oni tylko demonstrują, bo im benzynka zdrożała
    nikt się, z niczego nie budzi, ale co ty możesz o świecie narcyzie, tylko twój zad cię obchodzi

    https://www.youtube.com/watch?time_continue=13&v=bQLTyaToJck

  • tylko liternet niezmiennie czerwony. sami komuniści i jeden naziol (Uberek) haha :)

  • mowa link zapodałaś sprzed tygodnia.

  • ludzie zaczęli wychodzić na ulice, u nas się boją, a podwyżki cały czas są.

  • u nas jest w miarę OK jeszcze.

  • ty, jesteś borowik, sprzed dwudziestu lat, i ciągle tylko pijany, albo po kresce, to ci teraźniejszość nie zaszkodzi w debiliadzie

  • jesteśmy przedsionkiem przed Rosją dla Niemców.

  • idzie wojna. przeprowadzam się na Bali :)

  • to ja z Tobą:)

  • haha :)

  • mowa dobrze prawi, wyglądam jakbym był dwadzieścia lat młodszy haha :)

  • tak jak Piotrek:)

  • Piotruś to moczymorda, pensjonariusz izb wytrzeźwień :)

  • nie mówi się o nieobecnym:)

  • można rzygnąć borowik, twoim największym sukcesem jest owinięcie sobie kretynki wokół fiuta z obrzydliwą rzeżuchą, która brałaby każdego, poniżej 13 lat, (bo się na/poniżej średniej ważonej zatrzymała) kiedyś myślałam że jesteś tylko śmieciarzem, a teraz myślę, że nawet splunąć, by mi się na ciebie nie chciało i nie bardzo ci współczuję, że możesz śmiało spojrzeć sobie w tę chujnię (bez względu na to, ile zrzucisz grubasie) w lustrze

  • o zmarłych się nie mówi. on żyje. przykuł się łańcuchem do parkowego klonu w Białymstoku obok cerkwi. ponoć odmarzł mu duży palec u nogi, bo założył klapki haha :)

  • kolejna zazdrośnica. Valerko Twoje powodzenie przytłacza inne koleżanki :)

  • ona mnie obraża i Ciebie.

  • rajski, dobrze wiesz, że nawet jak się bardzo postarać nie można zazdrościć walerci, ani urody, ani rozumu, i po chuj robisz z niej kolejne pośmiewisko, nie wystarczy, że ona sama z siebie robi?

  • co zrobić? prostaczka, zawsze taka była :)

  • za to lubimy siebie:)




  • i wieloletnia przyjaźń legła w gruzach...
    pedofilio wstydź się.



  • a propos prostaczek :)

  • dobrze, że jutro wstaję później, mam gości z całego świata:) muszę pięknie wyglądać, wszystko gotowe:)

  • poniedziałków nie lubię, dlatego mało co robię. ale gości że będziesz miała, to fajnie. :)

  • nigdy nie przyjaźniłam się z rajskim,
    żeby była jasność nigdy,
    uważam że walercia, jest dość niepełnosprawna
    i nie mogę patrzeć, jak rajski żeruje
    na chorobie

  • no ja też nie lubię, bo się kojarzy z pracą:)

  • mój listonosz nigdy nie przychodzi w poniedziałek (prawie jak tytuł filmu haha :)

    bo odpoczywa po weekendzie haha :)

  • chcesz, zeby Ci ktoś wysłał list:)?

  • haha :)

  • dobranoc już:)

  • Przyszłam do pracy, a wszyscy jak pięknie wyglądasz:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się