Moje tłumaczenie Alicji cz 6

Autor: valeria s, Gatunek: Proza, Dodano: 29 grudnia 2018, 13:16:48

 

 

 

VI. Świnia i pieprz.

 


Przez minutę lub dwie Alicja stała, patrząc na dom, kiedy nagle lokaj w liberii wybiegł z lasu (sądząc tylko po jego twarzy, nazwałaby go rybą)... i zastukał głośno do drzwi kostkami dłoni. Zostały otwarte przez innego lokaja z liberii, z okrągłą twarzą i dużymi oczami jak żaba. Ryba-lokaj zaczął wyciągać spod ramienia wielki list i przekazał go innemu lokajowi, mówiąc podniosłym tonem, „Dla Księżnej. Zaproszenie od Królowej, żeby zagrać w krokiet.” Żabo-lokaj odpowiedział tym samym uroczystym tonem, „Od Królowej. Zaproszenie dla Księżnej, żeby zagrać w krokiet.” Później obaj ukłonili się nisko i ich loki splątały się razem.

Kiedy Alicja następnym razem wyjrzała, Rybę-lokaja już nie było, a ten drugi siedział na ziemi blisko drzwi, gapił się głupio w niebo. Alicja podeszła nieśmiało do drzwi i zapukała. 

„Nie ma żadnego sensu pukać”, powiedział lokaj, „z dwóch powodów. Po pierwsze, ponieważ jestem po tej samej stronie drzwi co ty; po drugie, ponieważ oni robią taki hałas w środku, nie mam możliwości, żeby cię ktoś usłyszał. I z pewnością to był bardzo niezwykły hałas dziejący się w środku... ciągłe wycie i kichanie i od czasu do czasu i wielki brzęk, jakby talerz albo czajnik potłukł się na części. 

„Jak mam wejść do środka?” spytała Alicja.

„Czy masz wejść do środka w ogóle? spytał Lokaj.

„To jest pierwsze pytanie, no wiesz.”

Alicja otworzyła drzwi i weszła. Drzwi prowadziły prosto do dużej kuchni, pełną dymu od jednego końca do drugiego; Księżna siedziała na stołku z trzema nogami, niańczyła dziecko; kucharz nachylał się nad ogniem i mieszał duży kocioł napełniony do pełna zupą.

„Z pełnością jest za dużo pieprzu w tej zupie!” powiedziała do siebie Alicja, czując, że kichała. Nawet Księżna kichała od czasu do czasu i co do dziecka, kichało i było naprzemiennie bez momentu nawet przerwy. Tylko dwa stworzenia w kuchni, które nie kichały były: kucharz i duży kot, który uśmiechał się od ucha do ucha.

„Czy mógłbyś mi powiedzieć,” powiedziała Alicja trochę nieśmiało, „ponieważ kot uśmiechał się w ten sposób?”

„To jest kot z Cheshire,” odpowiedziała Księżna, „i dlatego.”

„Nie wiedziałam, że koty z Cheshire zawsze uśmiechają się; w istocie nie wiedziałam, że koty mogą uśmiechać się,” powiedziała Alicja.

„Nie wiesz za dużo,” powiedziała Księżna, „i to jest fakt.”

Właśnie wtedy kucharka zdjęła kocioł zupy z ognia i od razu wzięła się za rzucanie wszystkim co był w jej zasięgu w Księżną i w dziecko—szczypce do kominka; poleciały pierwsze, potem nastąpił prysznic rondla, talerzy i naczyń. Księżna nie zauważała tych garnków, nawet kiedy one uderzały ją i dziecko wyło tak mocno już, że było całkiem niemożliwe stwierdzić czy ciosy uderzenia bolą je czy nie.

„O, proszę uważaj co robisz!” krzyknęła Alicja skacząc w górę i w dół w cierpieniu i przerażeniu.

„Masz! Ty możesz poniańczyć je, jak chcesz przez chwilę!” powiedziała Księżna do Alicji, rzucając dzieckiem w nią jak to mówiła. „Muszę iść i przygotować się do gry krokieta z Królową,” i pospieszyła z pokoju.

Alicja złapała dziecko z trudnością, jako, że było o dziwnym kształcie, małym stworzeniem i wciągnęło swoje ramiona i nogi w każdą stronę. „Jeśli nie wezmę tego dziecka, nie zabiorę tego dziecka ze sobą,” pomyślała Alicja, „one z pewnością zabiją je w dzień lub dwa. Czy nie byłoby morderstwem zostawić je?” Powiedziała ostatnie słowo na głos i małe stworzenie chrząknęło w odpowiedzi.

„Jeśli masz zamiar zamienić się w świnkę, moje drogie,” powiedziała Alicja, „nie będę mieć z tobą nic wspólnego. Zważ teraz!” Alicja właśnie zaczynała myśleć sama do siebie, „Teraz co mam zrobić z tym stworzeniem, kiedy zaniosę do domu?” kiedy ono krząknęło znowu tak gwałtownie, że Alicja zerknęła w dół na jego twarz z zaniepokojeniem. Tym razem nie mogło być pomyłki w tek kwestii—to był nie mniej nie więcej niż świnka; więc postawiła małe stworzenie na ziemi i poczuła ulgę, widząc jak truchta sobie po cichutku do lasu.

Alicja była trochę zaskoczona widzieć Cheshire-kota siedzącego na gałęzi drzewa kilka metrów od niej.

„Cheshire-kiciuś,” zaczęła Alicja raczej nieśmiało, „czy mógłbyś proszę powiedzieć mi, w którą stronę powinnam iść stąd?” „W tamtym kierunku,” odpowiedział kot, machają prawą łapą, „żyje Kapelusznik; i w tym kierunku”, machając drugą, „żyje Marcowy zając. Odwiedź,, którego chcesz; oni obaj są szaleni.”

„Lecz nie chcę być pośród szalonych ludzi,” podkreśliła Alicja.

„O, ty nic nie poradzisz na to,” powiedział Kot; „my wszyscy jesteśmy szaleni tutaj. Czy grasz w krokieta z Królową dzisiaj?”

„Bardzo chciałabym,” odpowiedziała Alicja, „lecz nie zostałam zaproszona jeszcze.”

„Zobaczymy się tam,” powiedział Kot i zniknął.

Alicja poszła dużo dalej przed tym jak weszła w pole, zauważyła dom Marcowego zająca; to był duży dom, że nie chciała podejść bliżej niego dopóki nie skubnęła trochę grzyba z lewej ręki.



 

Oryginalny, ale trochę skrócony rozdział.

 

CHAPTER VI. PIG AND PEPPER.

 

 

For a minute or two she stood looking at the house, when suddenly a footman in livery came running out of the wood (judging by his face only, she would have called him a fish)—and rapped loudly at the door with his knuckles. It was opened by another footman in livery, with a round face and large eyes like a frog.

The Fish-Footman began by producing from under his arm a great letter, nearly as large as himself, and this he handed over to the other, saying in a solemn tone, For the Duchess. An invitation from the Queen to play croquet.” 

Then they both bowed low, and their curls got entangled together.

When Alice next peeped out the Fish-Footman was gone, and the other was sitting on the ground near the door, staring stupidly up into the sky. Alice went timidly up to the door and knocked.

“ There ’s no sort of use in knocking,” said the Footman, and that for two reasons. First, because I’m on the same side of the door as you are; secondly, because they’re making such a noise inside, no one could possibly hear you.” And certainly there was a most extraordinary noise going on within—a constant howling and sneezing, and every now and then a great crash, as if a dish or kettle had been broken to pieces.

“ How am I to get in ?” asked Alice.

Are you to get in at all?” said the Footman. That’s the first question, you know.”

Alice opened the door and went in. The door led right into a large kitchen, which was full of smoke from one end to the other: the Duchess was sitting on a three- legged stool in the middle, nursing a baby; the cook was leaning over the fire, stirring a large cauldron which seemed to be full of soup.

There’s certainly too much pepper in that soup!” Alice said to herself, as well as she could for sneezing. Even the Duchess sneezed occasionally; and as for the baby, it was sneezing and howl- ing alternately without a moment’s pause. The only two creatures in the kitchen that did not sneeze, were the cook, and a large cat which was sitting on the hearth and grinning from ear to ear.

Please, would you tell me,” said Alice, a little timidly, why your cat grins like that?”

“ It ’s a Cheshire cat,” said the Duchess, and that’s why.

I didn’t know that Cheshire cats always grinned; in fact, I didn’t know that cats could grin,” said Alice.

You don’t know much,” said the Duchess; and that’s a fact.”

Just then the cook took the cauldron of soup off the fire, and at once set to work throwing everything within her reach at the Duchess and the baby—the fire-irons came first; then followed a shower of saucepans, plates, and dishes. The Duchess took no notice of them even when they hit her; and the baby was howling so much already, that it was quite impossible to say whether the blows hurt it or not.

Oh, please mind what you’re doing!” cried Alice, jumping up and down in an agony of terror.

Here! you may nurse it a bit, if you like!” said the Duchess to Alice, flinging the baby at her as she spoke. I must go and get ready to play croquet with the Queen,” and she hurried out of the room.

Alice caught the baby with some difficulty, as it was a queer-shaped little creature, and held out its arms and legs in all directions, “If I don’t take this child away with me,” thought Alice, “they’re sure to kill it in a day or two. Wouldn’t it be murder to leave it behind?” She said the last words out loud, and the little thing grunted in reply.

If you’re going to turn into a pig, my dear,” said Alice, “I’ll have nothing more to do with you. Mind now!” Alice was just beginning to think to herself, “Now, what am I to do with this creature when I get it home?” when it grunted again, so violently, that she looked down into its face in some alarm. This time there could be no mistake about it--it was neither more nor less than a pig; so she set the little creature down, and felt quite relieved to see it trot away quietly into the wood.

Alice was a little startled by seeing the Cheshire Cat sitting on a bough of a tree a few yards off. The Cat only grinned when it saw her.

Cheshire Puss,” she began, rather timidly, “would you tell me, please, which way I ought to walk from here?" 

In that direction, ” the Cat said, waving its right paw round, lives a Hatter: and in that direction,” waving the other paw, lives a March Hare. Visit either you like: they’re both mad.”

But I don’t want to go among mad people,” Alice remarked.

“ Oh, you can ’t help that,” said the Cat; “ we ’re all mad here. “ Do you play croquet with the Queen to-day?”

I should like it very much,” said Alice, “but I haven’t been invited yet.”

“ You ’ll see me there,” said the Cat, and vanished.

Alice had not gone much farther before she came in sight of the house of the March Hare; it was so large a house, that she did not like to go nearer till she had nibbled some more of the left-hand bit of mushroom.

 

 

 

Komentarze (21)

  • Ty nie masz problemu z tym, że być może publikujesz głupoty? To jednak trudna lektura. Pomijając, że cytowania są z Wikipedii i czy nie powinnaś podać źródło Viki?

  • może kogoś to zainteresuje Beatko, jeżeli coś zaczęłam, to lubię kończyć :) mnie się podoba jka sama czytam i tłumaczę, a nie jakieś tam Viki:) mam swoją wrażliwość, nie potrzebuję czyjeść:)

  • podoba mi się to, jak dziecko zrobi kupę, to jest świnką;) później ciężko przebrać:) jak sobie radzi jeżyk?:)

  • Nie odbieraj tego jak atak. Zupełnie pytanie bez drugiego dna.

  • nie odbieram absolutnie, wiem jaka jesteś. czasem może warto nie kończyć coś, a zacząć coś lepszego, bo nowego. na tę chwilę tęsknię:)





  • jprd.

    waleria s 29 grudnia 2018, 14:20:58 podoba mi się to, jak dziecko zrobi kupę, to jest świnką;) później ciężko przebrać:) jak sobie radzi jeżyk?:)




    To jest chory człowiek.

  • nie można sobie żartować? wg mnie to Ty jesteś chory.

  • No ok:),ale czy puenta Alicja podrapała się po głowie? nie zmienia drastycznie oryginału?

  • nie doszłam jeszcze do końca:)

  • scratch his head, zobacz jak się tu ma angielski do polskiego, nawet Wikipedia ma wątpliwości, czy się ma

  • jest mnóstwo zaczeń, Szekspir był wymyślaczem słów, ten od Alicji lubił klasykę, taką jaką lubię i sama podobnie piszę:)

  • Czytam "Kobiety, które latały dla Hitlera",-C.Mulley'a, zabieram się.
    Nie w oryginale, pewnie szkoda.

  • fajnie, fajnie mają kobiety, które jeżdżą albo latają, ja nawet na hulajnodze nie latałam.

  • Głupio mi, na swoje usprawiedliwienie mam może to, że książkę zaczęłam czytać, - Clare Mulley. Autorem jest kobieta.

  • fajnie zatopić się w pięknej książce albo w dosyć znośnym słoneczku. wiem Beatrko, że Cię na to stać:)




  • być, jak Heidi Klum...
    plum plum



  • Głupkowata ta valeria.

  • jestem bardziej wiejska dziewczyna:)

  • ale marzą mi się wakacje w Bretanii:)

  • Chore. Jak mówiłem.
    Niech się Pan wycofa może

  • nie chcę być jak Ty

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się