Moje tłumaczenie Alicji cz 7

Autor: valeria s, Gatunek: Proza, Dodano: 30 grudnia 2018, 11:22:31

 

 

 

VII. Szalone przyjęcie.

 

 

Był stół roztarty pod drzewem przed domem, i Marcowy zając i Kapelusznik pili herbatę przy nim pogrążeni w głębokim śnie.

Stół był z tych dużych, ale trójka była cała stłuczona razem w jednym rogu.

„Nie ma miejsca! Nie ma miejsca!” wykrzyknęli, kiedy zobaczyli Alicję, że zbliża się. „Jest mnóstwo miejsca!” powiedziała Alicja oburzona i usiadła w dużym fotelu na jednym końcu stołu. 

Kamesznica otworzył bardzo szeroko oczy, słysząc to, ale wszystko co powiedział to było „Dlaczego kruk jest jak biurko do pisania?”

„Cieszę się, że oni zaczęli zadawać zagadki—wierzę, że mogą zgadnąć, dodała na głos.

„Czy uważasz, że mogłabyś znać odpowiedz na tą zagadkę?” zapytał Marcowy zając.

„Dokładnie tak,” odpowiedziała Alicja.

„Więc powinnaś powiedzieć, co masz na myśli”, kontynuował Marcowy zając.

„Mówię,” Alicja gwałtownie odpowiedziała; „przynajmniej—przynajmniej mam na myśli, co mówię—to to samo, wie pan.”

„Równie dobrze mogłabyś powiedzieć,” dodała Koszatka, która wydawała się mówić śpiąc, „że oddycham, kiedy śpię, to to samo, co śpię, kiedy oddycham,”

„To jest ta sama rzecz w twoim przypadku” powiedział Kapelusznik i nalał małą, gorącą herbatę na nos. Koszatka potrząsnął głową niecierpliwie i powiedział, bez otwierania swoich oczu, „Oczywiście, oczywiście; właśnie miałem zamiar sam zwrócić sobie uwagę.”

„Czy zgadłaś już zagadkę?” zapytał Kapelusznik, zwracając się znowu do Alicji.

„Nie, poddaję się,” odpowiedziała Alicja. „Jaka jest na tę zagadkę?”

„Nie mam najmniejszego pojęcia,” odpowiedział Kapelusznik.

„Ja też nie,” odpowiedział Marcowy zająć.

Alicja wydała zmęczone westchnienie, „”myślę, że moglibyście zrobić coś lepszego z czasem”, powiedziała, „niż marnowanie go zadawaniu zagadek, które nie mają odpowiedzi.”

„Weź sobie więcej herbaty,” powiedział Marcowy zając do Alicji bardzo poważnie.

„Jeszcze nie brałam herbaty,” odpowiedział Alicja urażonym tonem, „wiec nie mogę wziąć więcej.”

„Chcesz powiedzieć, że nie możesz wziąć mniej,” powiedział Kapelusznik; „jest bardzo łatwo wziąć więcej niż nic.”

Na to Alicja wstała i odeszła. Koszatka natychmiast usnął i żaden z pozostałych dwóch nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, ze odeszła, chociaż obejrzała się raz czy dwa; ostatni raz, kiedy ich widziała, próbowali włożyć Koszatkę do filiżanki z herbatą. 

„W żadnym wypadku nigdy już tam nie pójdę”, powiedziała Alicja, jak wybierała drogę przez las. „To jest najgłupszejsze herbaciane przyjęcie, na którym byłam przez całe, moje życie!” Właśnie jak to mówiła, zauważyła, że jedno z drzew miało drzwi prowadzące wprost do niego. „To jest bardzo ciekawe! pomyślała. Myślę, że mogę równie dobrze wejść od razu do środka. I weszła.

Ponownie znalazła się w długim korytarzu i blisko małego, szklanego stolika. Wziąwszy mały, złoty kluczyk otworzyła drzwi, które prowadziły do ogrodu. Wtedy zabrała się za skubanie grzyba (trzymała kawałek w kieszeni) aż miała 1 stopę wysokości; póżniej przeszła przez małe przejście; i wtedy znalazła się w końcu do pięknego ogrodu pośród jasnych rabat i chłodnych fontann.

 

 

 

Oryginalny, ale skrócony rozdział.

 


There was a table set out under a tree in front of the house, and the March Hare and the Hatter were having tea at it: a Dormouse was sitting between them, fast asleep.

The table was a large one, but the three were all crowded together at one corner of it: “ No room! No room! they cried out when they saw Alice coming. “ There ’s plenty of room!" said Alice indignantly, and she sat down in a large arm-chair at one end of the table.

The Hatter opened his eyes very wide on hearing this, but all he said was, “ Why is a raven like a writing-desk?”

I’m glad they’ve begun asking riddles—I believe I can guess that,” she added aloud.

Do you mean that you think you can find out the answer to it?” said the March Hare.

Exactly so,” said Alice.
Then you should say what you mean,” the March Hare went on.

“ I do,” Alice hastily replied; “ at least--at least I mean what I say—that’s the same thing, you know."

You might just as well say,” added the Dormouse, who seemed to be talking in his sleep, that I breathe when I sleep’ is the same thing as I sleep when I breathe’!”

It is the same thing with you,” said the Hatter, and he poured a little hot tea on to its nose. The Dormouse shook its head impatiently, and said, without opening its eyes, “Of course, of course: just what I was going to remark myself.”

“ Have you guessed the riddle Hatter said, turning to Alice again.

No, I give it up,” Alice replied: what’s the answer ?”

“ I haven’t the slightest idea,” said the Hatter.

Nor I,” said the March Hare.

Alice gave a weary sigh. I think you might do something better with the time,” she said,than waste it in asking riddles that have no answers.”

Take some more tea,” the March Hare said to Alice, very earnestly.

I’ve had nothing yet,” Alice replied in an offended tone, so I can’t take more.”

You mean, you can’t take less,” said the Hatter: it’s very easy to take more than nothing.”

At this, Alice got up and walked off. The Dormouse fell asleep instantly, and neither of the others took the least notice of her going, though she looked back once or twice, half hoping that they would call after her: the last time she saw them, they were trying to put the Dormouse into the teapot.

At any rate, I’ll never go there again!” said Alice as she picked her way through the wood.It’s the stupidest tea-party I ever was at in all my life!”

Just as she said this, she noticed that one of the trees had a door leading right into it.“ That ’s very curious !” she thought.  I think I may as well go in at once.” And in she went.

Once more she found herself in the long hall, and close to the little glass table. Now, I’ll manage better this time,” she said to herself, and began by taking the little golden key, she unlocked the door that led into the garden. Then she went to work nibbling at the mushroom (she had kept a piece of it in her pocket) till she was about a foot high; then she walked down the little passage: and then—she found herself at last in the beautiful garden, among the bright flower-beds and the cool fountains.

 

 


Komentarze (6)

  • czeka mnie tyle nauki na przyszłym roku, a Beatka to by tylko czytała i czytaał:) j też chcę do ogrodu, kiedy te łazienki będą ciepłe:)

  • Głupkowata ta valeria

  • trzeba Cię kochać takiego:)

  • cześć borowiku:)

  • Nagotuj bigosu Walerianie i wspomnij byłą żonkę.

  • co Ty nie powiesz?

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się